O empatii, sztucznej inteligencji i przyszłości fotografii. Tim Flach na Festiwalu Fotoforma.


W zeszłym tygodniu w Warszawie na Stadionie Narodowym, odbyła się kolejna już edycja Festiwalu Fotoforma. To mocno ugruntowane na polskiej scenie fotograficznej wydarzenie, dlatego nie mogło mnie tam zabraknąć. Tym razem nie wystąpiłem w roli prelegenta, jak zdarzało się w poprzednich latach, ale byłem jednym z tysięcy odwiedzających. W końcu miałem szansę rozejrzeć się dokładnie po Festiwalu, pogadać z ludźmi, posłuchać wykładów.

I muszę powiedzieć, że jedno z takich spotkań sprawiło, że po prelekcji wyszedłem odmieniony. Piszę tu o wykładzie „Evoking Empathy Through Animal Portraiture”, który wygłosił Tim Flach, brytyjski fotograf, specjalizujący się w studyjnej fotografii zwierząt. Wszedłem na salę, spodziewając się rozmowy o fotografii, o technice, o pracy ze zwierzętami. Wszedłem jako fotograf. Wyszedłem z głęboką, momentami bolesną diagnozą naszej relacji ze światem i fundamentalnym pytaniem o moją (naszą?) w nim rolę.

Zamiast mówić o świetle i technikaliach, Tim opowiadał o czymś, czego desperacko brakuje w dyskusjach o fotografii – o percepcji, empatii i o tym, jak obraz może zmienić sposób, w jaki patrzymy na świat. Ale prawdziwego szoku doznałem, gdy na jego prezentacji pojawił się slajd z oknem wyszukiwarki i napisem: „Tim Flach – Have I Been Trained?”. Wynik wyszukiwania dawał jasno do zrozumienia – jego prace, owoc tysięcy godzin cierpliwości, budowania relacji i doświadczeń, stały się bez wiedzy i zgody autora paliwem dla modeli sztucznej inteligencji.

Jego styl jest teraz emulowany przez algorytmy, które generują obrazy tak uderzająco podobne, że jego własne, autentyczne zdjęcia bywają brane za deepfake. To nie jest tylko problem kradzieży własności intelektualnej. To symptom kryzysu prawdy w świecie, gdzie granica między tym, co realne, a tym, co wygenerowane, zaczyna się niebezpiecznie zacierać. 

To zjawisko jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej, objawem znacznie głębszej choroby – naszego postępującego odłączenia od świata przyrody. Flach przytoczył przerażające wyniki badań, które stały się już niemal symbolem naszych czasów. W jednym z nich, przeprowadzonym przez naukowców z University of Cambridge, odkryto, że ośmioletnie dzieci potrafią zidentyfikować niemal 80% postaci z Pokemonów, ale mniej niż 50% pospolitych gatunków dzikich zwierząt! Po wykładzie sprawdziłem te badania, bo trudno było mi w nie uwierzyć. Rzeczywiście, zoolog, prof. Andrew Balmford przeprowadził taki eksperyment w 2002 roku. Mam wrażenie, że od tego czasu problem się tylko pogłębił.

Zagadnienie to celnie ujął cytowany przez Flacha prof. Akira Mizuta Lippit:

Nowoczesność można zdefiniować przez znikanie dzikiej przyrody z siedlisk ludzkości i ponowne pojawianie się tejże w ludzkich refleksjach o sobie.

Innymi słowy, zastępujemy autentyczne doświadczenie bycia w przyrodzie, jego cyfrowym echem. Empatię, która rodzi się z bezpośredniego kontaktu i obserwacji, zamieniamy na powierzchowny sentyment do wirtualnych awatarów. Właśnie dlatego coraz łatwiej przychodzi nam akceptowanie obrazów generowanych przez AI – bo dla wielu z nas natura już od dawna jest tylko obrazem na ekranie.

W tym ponurym kontekście metoda pracy Tima Flacha staje się czymś więcej niż artystycznym wyborem – jest aktem desperackiego oporu. Jego świadoma decyzja, by wyjąć zwierzę z jego naturalnego środowiska i sportretować je w sterylnym studiu, na neutralnym tle, niczym człowieka, to genialna strategia hakowania naszej percepcji. Pozbawiając nas rozpraszającego kontekstu – krajobrazu, dżungli, sawanny – zmusza nas do zrobienia czegoś, czego na co dzień unikamy – do spojrzenia w oczy. Do konfrontacji z indywidualnością, charakterem, historią i emocjami istoty, która nie jest anonimowym przedstawicielem gatunku, ale kimś. Gdy widzisz zwierzę sfotografowane tak jak zwykle portretuje się człowieka – z osobowością, prawem do swojej przestrzeni – przestaje być ono „gatunkiem zagrożonym“. Przestaje być „po prostu” zwierzęciem.

Fotografia Tima Flacha to nie jest dokumentacja przyrodnicza. To narzędzie do budowania emocjonalnego mostu, oparte na prostej, psychologicznej prawdzie, którą często ignorujemy – nie będziemy chronić tego, czego nie znamy i nie czujemy. Flach nie pokazuje nam zwierząt. On je nam przedstawia.

Po wykładzie, z drżącymi rękami, podszedłem porozmawiać i poprosić o autograf na moim egzemplarzu jednego z albumów fotografa – Evolution. Ta krótka, osobista chwila tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, które kiełkowało we mnie przez całą prelekcję – nasza rola jako fotografów fundamentalnie się zmieniła. Nie jesteśmy już tylko rzemieślnikami od ładnych obrazków. W dobie cyfrowej iluzji i post-prawdy stajemy się nosicielami rzeczywistości, tłumaczami emocji i być może ostatnim pokoleniem, które ma szansę pokazać autentyczny świat w sposób, który budzi prawdziwe uczucia. Naszym zadaniem nie jest już tylko rejestrowanie tego, co widzimy, ale sprawianie, by inni poczuli to, co my czujemy. Patrząc. Fotografując.

Dla mnie osobiście, było to jedno z najważniejszych spotkań tego roku.

A na sam koniec jeszcze apel!

Droga Fotoformo! – proszę! Goście tacy jak Tim Flach to żywe złoto!
Więcej takich prelegentów!

PS. 1 Bardzo dziękuję Arkowi Gmurczykowi za zdjęcia z Timem!

PS. 2 Już za parę dni ukaże się nowy album Tima – Feline. Tym razem, jak sugeruje tytuł, w roli głównej wystąpią koty. Jeżeli macie ochotę popatrzeć na opowieści spoza kadru warto odwiedzić tę stronę.

Komentarze


Najnowsze wpisy