O sztuce w dobie AI


W miniony weekend miała premiera nowej płyty zespołu Hańba! – 10:10. Piosenki Warszawskiej Jesieni.

Płyty specjalnej, bo w pewien sposób nietypowej dla tego zespołu. Album zawiera zapis koncertu, który odbył się podczas 67. edycji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień we wrześniu 2024 roku w TR Warszawa. Wydawnictwo zawiera 10 piosenek do których teksty napisał Grzegorz Uzdański.

Miałem kolejny raz przyjemność fotografowania występu Hańby. A temat jest wdzięczny, ponieważ chłopaki zawsze tworzą niezapomniany klimat na scenie. Kilka zdjęć z tego koncertu będzie ilustracją tego wpisu.

I pierwotnie tyle chciałem napisać. Zaznaczyć, że koncertowe zdjęcia są mi bliskie. Co najmniej tak samo, jak inne dziedziny mojej działalności fotograficznej.

Ale muszę przemycić kilka myśli, które nie dają mi spokoju, a pędzący świat tylko je napędza.

Otóż ściga mnie pytanie czy warto robić zdjęcia, czy warto angażować się w jakąkolwiek działalność artystyczną, kiedy AI zagarnia coraz bardziej obszary, w których twórcy jeszcze niedawno czuli się bezpiecznie.

Nie boję się sztucznej inteligencji. Nawet więcej – jestem jej wielkim fanem i entuzjastą. W pewnych obszarach. Od kilku lat, codziennie, prowadzę dziennik, który strukturyzuje mi dzień. Pomaga zagospodarować rzeczywistość i zmieścić się z czasem. Moją metodą jest całkowicie analogowy journaling, konkretnie Bullet Journal. Notatnik i długopis – mózg, ręka, papier. To się bardzo sprawdza. Ale ku mojemu zaskoczeniu mija właśnie 20 tydzień, gdzie codziennie (literalnie – codziennie i bez wyjątku) korzystam z journalingu ze wsparciem AI, konkretnie Clauda. Chociaż oczywiście nie tylko – wspomagam się również innymi LLM-ami. Decyzję o wsparciu moich działań, rutyn, spraw codziennych przez sztuczną inteligencję, podjąłem pod wpływem Frank B. Georgiew 高傅安. I zbierałem się do tego już dawno, ale muszę w końcu temu facetowi podziękować. Śledźcie jego działania. Myślę, że warto. Ta metoda naprawdę zmienia bardzo wiele. I to na lepsze. Być może, któregoś dnia napiszę o tym więcej, ale nie w tym poście. Ten jest o zdjęciach.

No właśnie. W kontekście szeroko pojętej sztuki, AI zmienia wszystko. Na niekorzyść. Przykład pierwszy z brzegu z ostatnich dni – prawdopodobnie słyszeliście o emulacji przez OpenAI Altmana, charakterystycznej kreski Studia Ghibli i Hayao Miyazakiego. Tak, to skrajna dehumanizacja i zaprzeczenie wszystkiemu co reprezentuje to japońskie studio animacji. Karmienie modeli językowych łamiąc wszelkie zasady dobrego smaku, albo mówiąc wprost, okradanie twórców większych i mniejszych przez big techy jest niesmaczne i skrajnie frustrujące. Do tego szybkość procesu. To się po prostu nie mieści w głowie.

Więc z AI mam relację love & hate.

Ostatnie zdjęcia koncertowe uświadomiły mi jednak jedną rzecz. Uwielbiam robić fotografię. Rejestruję to co widzę. A do tego co widzę i rejestruję mam ogromny szacunek. Mam też szacunek do swojej pracy. Jaką satysfakcję może komuś przynieść wygenerowanie obrazka, i to jeszcze w czyimś, emulowanym (kradzionym) stylu? I druga rzecz – przecież nie zarejestruję zdjęć z koncertu za pomocą sztucznej inteligencji. Jaki to miałoby sens? Podobnie rzecz się ma z każdym innym rodzajem fotografii. Sztucznie wygenerowany krajobraz? Nieistniejący nurkujący zimorodek lub lew na sawannie? A może zabytkowy samochód zachowany w jednym egzemplarzu czy headshot na LinkedIna? Można. Oczywiście. Ale gdzie satysfakcja, gdzie element przygody? A nawet fizyczne zmęczenie nieodłącznie związane z wykonywaniem działalności fotograficznej na wysokim poziomie? Gdzie przygotowanie do procesu, emocje związane z osiągnięciem celu? Gdzie moment na refleksje i wyciągnięcie nauki z ewentualnej porażki?

Jestem spokojny o moją fotograficzną twórczość. Nawet, jeżeli miałbym ją wykonywać tylko dla własnej satysfakcji.

A Wy? Jak widzicie przyszłość fotografii w dobie AI?

Komentarze


Najnowsze wpisy